„Co do mnie - omal nie potknęły się nogi moje, Omal nie pośliznęły się kroki moje,
Bo zazdrościłem zuchwałym, Widząc pomyślność bezbożnych. Albowiem nie mają
żadnych utrapień, Zdrowe i krzepkie jest ich ciało. Znoju śmiertelników nie doznają
i nie spadają na nich ciosy, Jak na innych ludzi"
Psalm 73:2-5 (BW)
Pomyślałem kiedyś, jak często zdarza mi się zazdrościć podobnie. Jak często staję przed pokusą
materialistycznego myślenia bądź kompromisu. Jak łatwo przychodzi mi w takich sytuacjach
wytłumaczyć (umotywować) sobie potrzebę bądź konieczność posiadania tego lub tamtego.
Te niewygodne Słowa zapisane w psalmie 73, doprowadzają nas czasami do wewnętrznego
konfliktu pomiędzy chęcią posiadania i okazją do realizacji własnych marzeń a ścieżką
wyrzeczenia się siebie i poświęcenia dla pracy na rzecz Królestwa Bożego, która została
nam objawiona w Bożym Słowie.
Ten świat sugeruje nam, że powinniśmy być zawsze „trendy"; że powinniśmy posiadać to czy tamto;
że powinniśmy jeździć lepszym samochodem; że powinniśmy mieć ładne mieszkanie, Powinniśmy także
liczyć się w towarzystwie, aby nas przypadkiem nie wyśmiano albo co gorsza nie powiedziano, że przez
naszą wiarę jesteśmy tak konserwatywni i nie reformowani... Wszyscy dobrze wiemy, że tacy ludzie mają
gorzej, np.: chodzą miesiącami bez premii lub są pomijani przy podwyżkach albo muszą robić coś, czego
od innych się nie wymaga. A przecież rozwiązanie jest takie proste. Każdy z nas wie, co należy zrobić, aby
żyło się trochę łatwiej i bardziej bezstresowo. Wystarczy przecież być mniej niewygodnym dla ludzi aby
ludzie kochali nas bardziej. Wystarczy przymknąć oko, gdy się widzi coś nieuczciwego, wystarczy trochę
pokrytykować, trochę ponarzekać, ot odrobinę, nie dużo i już żyje się lepiej, od razu odnajdujemy wspólny
język z resztą towarzystwa... zresztą Ty, Boże, nie chcesz abym całe życie był nieszczęśliwy i nie miał
przyjaciół tylko z tegp powodu że jestem chrześcijaninem, albo abym nie mógł mieć tych wszystkich
ładnych rzeczy, których tak bardzo pożądam...
Pewnie, nie zawsze jest tak, że to co oferuje nam „świat" jest obligatoryjnie sprzeczne z Bożym zamiarem.
Oczywiście, że tak nie jest! Jest wiele rzeczy które są pożyteczne i dobre. Bóg zapewne także pragnie, aby żyło
nam się dobrze i dostatnio. Lecz jestem tego pewien, że Bóg nie chce, aby naszym nważniejszym pragnieniem
w życiu było tylko to, aby „się dorobić" i mieć zawsze „święty spokój", to znaczy nie mieć żadnych powodów
do zmartwień ani z powodu niedostatku ani ze strony ludzi. Bóg wszakże pragnie aby naszym największym
pragnieniem nie było zdobywanie tych wszystkich rzeczy lecz życie dla ewangelii i szukanie Królestwa Bożego.
Powiedziano nam również, że wszystko inne zostanie nam w sposobnym czasie (jak mniemam) dodane. Chyba,
że nie wierzymy, że Bóg zatroszczy się o nas we właściwy sposób. Również pokój z ludźmi jest ważny, wszak o ile
od nas ten pokój zależy a to oznacza, że nie za wszelką cenę i nie na każdych warunkach. Najczęściej bywa tak,
że taki kompromis kosztuje więcej niż trwanie w swych „niereformowalnych", ewangelicznych poglądach. Darujcie
- ludzie i tak będą „gadali". A potem i tak zrobią z nami to co wydaje się nam, że nas ominie gdy zawrzemy
z nimi kompromis.
Gdy myślę o młodych ludziach porzucających pracę w kościele i wyjeżdzajacych do pracy zarobkowej za granicą,
zadaję sobie pytanie: „Boże, czy rzeczywiście jest tak źle w naszym kochanym kraju, czy aż tak źle ...". A może,
po prostu nic nas tu nie trzyma, a może trzyma nas zbyt mało? A może ja głupoty piszę, bowiem łatwo jest stać
z boku i oceniać gdy się samemu ma pracę? - może piszę niemądrze - wybaczcie. Czasami jednak czujemy,
że poprzeczka wiary w naszym życiu została zawieszona wyżej a my zamiast ją próbować przeskoczyć, po postu
pod ni ą przebiegamy, domagając się przy tym definitywnej Bożej odpowiedzi. Bóg jednak wcale nie śpieszy się
z odpowiedzią, bo Bóg nigdy nie dokona za nas wyboru. To my musimy wybrać, co chcemy w życiu robić. Możemy
przeżyć to życie służąc Jemu albo służąc sobie. Możemy przeżyć to życie lekko, łatwo i przyjemnie, możemy jednak
powiedzieć: Trudno, Panie, nie dałeś mi tego czy tamtego, ale mimo wszystko pójdę i będę robił to, czego Ty ode
mnie oczekujesz i to uczynię priorytetem w moim życiu... i wybierzemy stromą, uciążliwą ścieżkę przez życie.
Jeśli Cię to nie przeraża Drogi Bracie, Kochana Siostro, pomyśl dłużej nad słowami tego psalmu. Postaw przed sobą
zwierciadło Słowa Bożego i mocno wpatrz się w swoje odbicie. Sprawdź, czy kierując swój wzrok na doczesność
złodziej nie okrada Cię z czegoś znacznie lepszego. Kiedyś każdy z nas „obudzi się" i zobaczy dwie rzeczy:
nagrodę, która na niego czekała i to ile mógłby zrobić dla Pana gdyby tylko zechciał, ilu ludziom mógłby
pomóc, ilu mógłby opowiedzieć o Zbawicielu jeśliby tylko nie był tak zapatrzony w swój doczesny wizerunek
albo gdyby nie brał sobie do serca tak bardzo tego, co mówią o nim inni ludzie. Ile dobrych rzeczy Bóg może
uczynić przez Ciebie dzisiaj ? Pomyśl...
Tomasz Szkarłat
Source: - Kościół Zielonoświątkowy w Nowym Sączu


O pokusach materialistycznego myślenia 
Word for Sunday (1)
1 Czerwiec 2008